1 sierpnia 2026 roku przypada 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Wśród jego uczestników byli ludzie związani z Szydłowcem, których groby odnajdziemy dziś na miejscowym cmentarzu. Spoczywają tutaj Tadeusz Stamirowski „Stomir”, Ryszard Cugak „Ryś”, Stanisław Wierzbicki „Staluga” oraz bracia Roman i Henryk Olędzcy. Za każdym z tych nazwisk kryje się osobna historia walki, cierpienia i wojennych wyborów.

Powstanie Warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00. Miało potrwać zaledwie kilka dni. Walki trwały jednak 63 dni.

Do boju stanęli żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego, ale w działania włączyły się także tysiące mieszkańców stolicy. Budowali barykady, gasili pożary, opatrywali rannych, przenosili żywność i wodę. Bardzo młodzi harcerze pełnili służbę łączników i listonoszy Harcerskiej Poczty Polowej. Dla wielu z nich przejście przez jedną ostrzeliwaną ulicę było zadaniem na granicy życia i śmierci.

Warszawa walczyła przez ponad dwa miesiące, systematycznie niszczona przez niemieckie oddziały. Zginęły dziesiątki tysięcy powstańców i cywilów, a po kapitulacji ocalałych mieszkańców wypędzono z miasta.

Historia Powstania Warszawskiego nie kończy się jednak w stolicy. Jej ślady znajdują się również w Szydłowcu.

Na szydłowieckim cmentarzu pochowany jest Ryszard Cugak, pseudonim „Ryś”. Urodził się w 1929 roku, a więc w chwili wybuchu Powstania miał zaledwie 15 lat.

Walczył jako strzelec w I Obwodzie „Radwan” Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej, w zgrupowaniu „Chrobry II”. Jego szlak bojowy prowadził przez Śródmieście Północne.

Spoczywa tutaj również pochodzący z Szydłowca Stanisław Wierzbicki, pseudonim „Staluga”. Do walczących dołączył 24 sierpnia jako ochotnik w stopniu kaprala. Walczył na Żoliborzu w II Obwodzie „Żywiciel”, w zgrupowaniu „Żaglowiec”. Po upadku Powstania dostał się do niemieckiej niewoli.

Kolejnym uczestnikiem Powstania pochowanym w Szydłowcu jest Tadeusz Stamirowski, pseudonim „Stomir”. Walczył na Woli w III Obwodzie „Waligóra”.

Został ciężko ranny już 1 sierpnia 1944 roku w rejonie ulicy Towarowej. Obrażenia okazały się na tyle poważne, że w ich wyniku stracił nogę. Jego historia przypomina, że dla wielu uczestników Powstania wojna nie zakończyła się wraz z ustaniem walk. Jej skutki nosili ze sobą przez całe życie.

Na szydłowieckim cmentarzu znajduje się również mogiła dwóch braci – Romana i Henryka Olędzkich. To historia łącząca dramat walczącej Warszawy z tragicznymi wydarzeniami, do których doszło w Szydłowcu w styczniu 1945 roku.

Roman i Henryk Olędzcy byli synami Stanisława Olędzkiego oraz Walerii z domu Skrzyńskiej. Rodzina mieszkała w Warszawie przy ulicy Hożej 9. Razem z matką i braćmi mieszkała tam również ich młodsza siostra Barbara (na zdjęciu głównym)

Ojca chłopców nie było w domu. Został wywieziony przez Niemców na roboty przymusowe.

Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, Roman miał 14 lat, a Henryk 12. Obaj należeli do Zawiszaków – najmłodszej grupy Szarych Szeregów, skupiającej harcerki i harcerzy w wieku od 12 do 14 lat.

Zawiszacy nie byli przeznaczeni do regularnej walki z bronią. Pełnili jednak niezwykle odpowiedzialne i niebezpieczne zadania. Przenosili meldunki, pomagali w łączności i ratownictwie, regulowali ruch oraz obsługiwali Harcerską Pocztę Polową.

Dzięki młodym listonoszom mieszkańcy rozdzielonych walkami części Warszawy mogli przesyłać swoim bliskim krótkie wiadomości. Każda kartka musiała pokonać drogę wśród barykad, płonących budynków, gruzów i ulic ostrzeliwanych przez niemieckich snajperów.

W rodzinnych wspomnieniach Roman i Henryk Olędzcy zostali zapamiętani jako chłopcy bardzo zaangażowani i sumiennie wykonujący powierzone obowiązki. Ich matka próbowała zatrzymać ich w suterenie przy ulicy Hożej. Oni jednak wiedzieli, że na zewnątrz mogą być potrzebni.

2 września 1944 roku Roman (na zdjęciu powyżej) przenosił meldunek. Po drodze pojawił się w rodzinnym domu przy Hożej 9, gdzie czekały na niego matka oraz dziewięcioletnia siostra Barbara.

Zjadł zupę i po krótkim odpoczynku ponownie wyszedł z kamienicy. Ruszył w stronę barykady znajdującej się w okolicy dzisiejszego placu Trzech Krzyży i ulicy Książęcej.

Nie dotarł do celu.

Kiedy przebiegał w pobliżu barykady, został trafiony przez niemieckiego snajpera. Według rodzinnego przekazu strzelec prowadził ogień z okna budynku Liceum im. Królowej Jadwigi.

W relacjach zachowały się różne informacje dotyczące miejsca, w które trafiła kula. Jedne mówią o postrzale w plecy, inne o ranie brzucha zadanej od tyłu. Nie ma jednak wątpliwości, że chłopiec został bardzo ciężko ranny.

Wieczorem zabrano go do szpitala polowego. W źródłach wskazywane są dwie możliwe lokalizacje: Wspólna 27 lub Hoża 56.

Roman Olędzki zmarł następnego dnia, 3 września 1944 roku. Miał zaledwie 14 lat. Jego ciało pochowano w zbiorowej mogile na dziedzińcu kamienicy przy Hożej 9. Podwórko rodzinnego domu stało się jego pierwszym grobem.

Henryk przeżył Powstanie Warszawskie. Po jego upadku Niemcy rozpoczęli wypędzanie mieszkańców stolicy.

Waleria Olędzka wraz z dwunastoletnim Henrykiem i dziewięcioletnią Barbarą znalazła się w kolumnie ludzi prowadzonych do obozu przejściowego w Pruszkowie. To tam mieszkańcy Warszawy byli poddawani selekcji. Część kierowano do pracy przymusowej, innych wysyłano do obozów koncentracyjnych albo rozwożono po okupowanym kraju.

Rodzinie Olędzkich udało się uciec. Gdy pilnujący kolumny niemiecki żołnierz odwrócił uwagę, weszli przez bramę jednej z kamienic. Nie można wykluczyć, że wartownik świadomie pozwolił im zniknąć.

Miejscowi udzielili im schronienia i pomocy. Później Waleria wraz z dziećmi przez kolejne dni i noce szła pieszo, omijając niemieckie posterunki i szukając bezpiecznej drogi.

Ich celem był Szydłowiec, gdzie mieszkała Anna Szymańska, siostra Walerii. Po dotarciu do miasta rodzina zamieszkała przy ulicy Kąpielowej, w pobliżu nieistniejącego już drewnianego domu nazywanego „Stasieczkiem”.

Waleria straciła już syna Romana oraz swoją matkę Mariannę. Mogła mieć nadzieję, że Henryk i Barbara będą w Szydłowcu bezpieczni.

16 stycznia 1945 roku na szydłowiecki Rynek wjechało siedem radzieckich czołgów. Dzień wcześniej miasto opuścili Niemcy. Mieszkańcy wyszli z domów, aby zobaczyć żołnierzy. Po latach okupacji i terroru wydawało się, że najgorsze właśnie dobiega końca.

Wtedy nad Szydłowcem pojawiły się radzieckie samoloty. Najprawdopodobniej wskutek błędnego rozpoznania rozpoczęły bombardowanie miasta, w którym znajdowały się już oddziały Armii Czerwonej.

Zginęli dorośli i dzieci. Uszkodzone oraz zniszczone zostały budynki.

Henryk Olędzki znajdował się w pobliżu Domu pod Dębem, za szydłowieckim ratuszem. Był to budynek dawnej szkoły elementarnej ufundowanej w 1819 roku przez księżną Annę Sapieżynę z Zamoyskich.

Chłopiec próbował znaleźć schronienie. Przy schodach prowadzących do budynku został śmiertelnie trafiony odłamkiem bomby.

Miał 12 lat.

Przetrwał 63 dni Powstania Warszawskiego, wypędzenie z rodzinnego miasta i ucieczkę z drogi do obozu w Pruszkowie. Przeszedł z matką i siostrą długą drogę do Szydłowca. Zginął od radzieckiej bomby w chwili, gdy dla mieszkańców miasta wojna wydawała się zbliżać do końca.

Po zakończeniu wojny rodzina dokonała ekshumacji szczątków Romana. Zostały one przewiezione z Warszawy do Szydłowca.

Czternastoletniego łącznika pochowano obok jego młodszego brata, w rodzinnym grobie dziadka Franciszka Skrzyńskiego na cmentarzu parafialnym.

Wojna najpierw rozdzieliła braci, a później połączyła ich we wspólnej mogile.

Grób Romana i Henryka Olędzkich został wpisany do ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski. Umieszczono na nim tabliczkę z godłem państwowym na biało-czerwonym tle.

Najważniejsze pozostają jednak dwa imiona i dwie liczby.

Roman – 14 lat.

Henryk – 12 lat.

(obydwaj na zdjęciu poniżej z wujem Franciszkiem Skrzyńskim, w Warszawie)

1 sierpnia o godzinie 17.00 w wielu miejscach w Polsce zabrzmią syreny upamiętniające wybuch Powstania Warszawskiego. Na 60 sekund zatrzymają się samochody, rozmowy i codzienny pośpiech.

W tej minucie warto pomyśleć nie tylko o dowódcach, oddziałach i militarnych decyzjach, lecz przede wszystkim o ludziach. O powstańcach, sanitariuszkach, łącznikach i ludności cywilnej. O dzieciach ukrywających się w piwnicach oraz matkach czekających na synów, którzy wyszli z domu z kolejnym meldunkiem.

Warto wspomnieć Tadeusza Stamirowskiego „Stomira”, Ryszarda Cugaka „Rysia” i Stanisława Wierzbickiego „Stalugę”.

Warto również pomyśleć o Walerii Olędzkiej, która w ciągu kilku miesięcy straciła dwóch synów, oraz o Romku i Heniu – braciach spoczywających dzisiaj na szydłowieckim cmentarzu.

Ich historia pokazuje, że Powstanie Warszawskie nie jest dla Szydłowca odległym wydarzeniem zapisanym wyłącznie w podręcznikach. Jego ślady znajdują się także tutaj – w rodzinnych wspomnieniach i na miejscowym cmentarzu.

Cześć i chwała bohaterom Powstania Warszawskiego.

fotografie: Muzeum Powstania Warszawskiego https://www.1944.pl/ofiary-cywilne/roman-oledzki,31156.html