Przepisy o dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, które wprowadzono ustawą z 11 stycznia 2018 roku, stają się jedną z najważniejszych osi debaty politycznej w kraju. Choć prawo to weszło w życie w czasach rządu Mateusza Morawieckiego, to jego realne, bezlitosne skutki lokalne wspólnoty odczują już za niespełna trzy lata. Jeśli przepisy nie zostaną znowelizowane lub zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny, najbliższe wybory samorządowe w 2029 roku przyniosą prawdziwe trzęsienie ziemi na terenie powiatu szydłowieckiego i w bardzo wielu gminach w całej Polsce.

Zgodnie z obecnym stanem prawnym, liczenie kadencji rozpoczęło się od wyborów jesienią 2018 roku. Włodarze, którzy w 2024 roku wygrali walkę o reelekcję i rozpoczęli swoją drugą kadencję (obecnie wydłużoną do 5 lat), w 2029 roku otrzymają kategoryczny zakaz kandydowania w tych samych gminach.

Dla naszego regionu oznacza to przymusową wymianę najbardziej doświadczonych włodarzy.

Analiza sytuacji w gminach powiatu szydłowieckiego jasno pokazuje, że w 2029 roku na listach wyborczych zabraknie nazwisk, które od lat dominują w lokalnej polityce.

  • Artur Ludew, burmistrz Szydłowca – rządzący miastem i gminą, po wygranej w 2024 roku odbywa swoją drugą kadencję w myśl nowych przepisów i w 2029 roku nie będzie mógł ubiegać się o reelekcję

  • Andrzej Bracha, burmistrz Jastrzębia – kolejny doświadczony samorządowiec z naszego powiatu, którego dotyczy ten sam zakaz

  • Artur Siwiorek, wójt gminy Mirów – zamyka podium lokalnych włodarzy, którzy z mocy ustawy zostaną odsunięci od możliwości startu na dotychczasowe stanowisko.

  • wszyscy trzej rządzą swoimi gminami od 2014 roku

W zupełnie innej sytuacji są jedynie nowi włodarze. Albert Kijak, wójt gminy Chlewiska, oraz Sylwester Różycki, wójt gminy Orońsko, sprawują obecnie swoją pierwszą kadencję. Dla nich blokada prawna w 2029 roku jeszcze nie nastąpi – będą mogli ubiegać się o reelekcję na kolejne 5 lat.

Dyskusja nad zasadnością tych ograniczeń przybrała na sile na początku 2026 roku. W styczniu temat dwukadencyjności wręcz zdominował sejmowe korytarze i media krajowe. Przypomnijmy chronologię tamtych wydarzeń:

  • 8 stycznia: Media donosiły o głębokim podziale w parlamencie pod hasłem: „Dwukadencyjność wykreślona czy wpisana do Konstytucji? Sejm podzielony w tej sprawie”. Część posłów domagała się całkowitego zniesienia limitów, inni postulowali wpisanie ograniczeń bezpośrednio do ustawy zasadniczej.

  • 20 stycznia: Na jaw wyszły zaskakujące kulisy polityczne. Artykuł „Dwukadencyjność wraca do Sejmu. «Nawet prezes Kaczyński przyznał, że jest niekonstytucyjna»” wywołał poruszenie. Rzeczywiście, Jarosław Kaczyński – zapytany na korytarzu sejmowym – przyznał, że mechanizm ten budzi poważne wątpliwości konstytucyjne. Było to o tyle paradoksalne, że to właśnie jego ugrupowanie przeforsowało te przepisy w 2018 roku.

  • 29 stycznia: Atmosfera stała się jeszcze ostrzejsza. W publikacji „Dwukadencyjność do likwidacji. «Nie róbmy z wyborców idiotów»” cytowano samorządowców, którzy wprost mówili o naruszaniu praw obywatelskich.

  • wszystkie artykuły były opublikowane na Portalu Samorządowym

Włodarze miast i gmin podkreślają, że polityka lokalna opiera się na długofalowych strategiach rozwoju, sięgających 10, 20 czy 30 lat. Ograniczenie do dwóch kadencji drastycznie przerywa te procesy. Samorządowcy z mniejszych miast i miasteczek zwracają uwagę na kluczowy aspekt:

„To mieszkańcy, a nie parlamentarzyści w Warszawie, powinni decydować o tym, kogo chcą na włodarza. Traktowanie wyborców tak, jakby nie potrafili podjąć racjonalnej decyzji przy urnie i potrzebowali odgórnych zakazów, jest dla nich po prostu obraźliwe. Jeśli ktoś się nie sprawdza, można go odwołać w referendum lub nie wybrać w kolejnym głosowaniu. Parlamentarzysty w trakcie kadencji odwołać się nie da, a samorządowców tak” – to powtarzający się głos środowiska samorządowego.

Co ciekawe, projekt zniesienia dwukadencyjności mocno forsowali politycy PSL, wskazując, że w skali kraju w ponad 400 gminach w ostatnich wyborach startował zaledwie jeden kandydat na wójta czy burmistrza. Odgórne wycięcie doświadczonych menedżerów może sprawić, że w 2029 roku w wielu miejscach po prostu braknie chętnych i przygotowanych do tej roli osób.

Temat powrócił z ogromną siłą w ostatnim czasie za sprawą szeroko komentowanego artykułu: „Nawet 1600 włodarzy może nie mieć prawa startu w 2029 r. Lokalne wspólnoty stracą liderów”. Z twardych danych przedstawionych przez Unię Miasteczek Polskich wynika, że problem dotyczy gigantycznej liczby około 1,6 tysiąca wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w całej Polsce.

Prezes Unii Miasteczek Polskich, Grzegorz Cichy, oficjalnie potwierdził te wyliczenia i zadeklarował, że organizacja stanowczo opowiada się za zniesieniem limitu kadencji. Eksperci i praktycy samorządowi alarmują przed „czystką” i sztucznym odcinaniem ludzi, którzy cieszą się autentycznym zaufaniem społecznym. Podnoszony jest argument, że sprawne zarządzanie skomplikowanym ekosystemem gminy wymaga lat zbierania doświadczeń i budowania sieci kontaktów. Dwie kadencje (czyli 10 lat) to często czas, w którym dopiero udaje się domknąć i rozliczyć duże, strategiczne inwestycje infrastrukturalne.

Z korytarzy sejmowych płyną sygnały, że sprawa wcale nie jest zamknięta. Choć na początku roku projekt zniesienia dwukadencyjności niespodziewanie spadł z porządku obrad rządu, w koalicji rządzącej cały czas trwało i trwa sondowanie większości. W kuluarach mówi się również o tym, że obecny Prezydent RP Karol Nawrocki, nie jest bezwzględnym zwolennikiem utrzymania tych limitów.

Sytuację mógłby przeciąć wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który miał zająć się wnioskiem w sprawie zgodności przepisów z ustawą zasadniczą. Kluczowe pozostaje jednak pytanie, czy ewentualny wyrok zostanie opublikowany i uznany przez rządzących.

Jeśli prawo nie zostanie zmienione, mieszkańców Szydłowca, Jastrzębia i Mirowa czeka w 2029 roku zupełnie nowa rzeczywistość wyborcza. Czy wymuszona przepisami zmiana włodarzy wyjdzie naszym małym ojczyznom na dobre, czy też – jak ostrzega Unia Miasteczek Polskich – stracimy sprawdzonych menedżerów? Do wyborów pozostały trzy lata, ale karuzela giełdy nazwisk potencjalnych następców powoli rusza już teraz.

Dyskusja wokół dwukadencyjności nie jest jednak czarno-biała. Poza głosami krytycznymi ze strony samorządowców, w społeczeństwie i parlamencie nie brakuje zdecydowanych zwolenników utrzymania limitów. Podnoszą oni argumenty, które dla wielu mieszkańców małych ojczyzn są kluczowe.

Głównym fundamentem obrony tych przepisów jest przekonanie, że wieloletnie, niemal bezterminowe sprawowanie władzy przez jedną osobę w naturalny sposób sprzyja powstawaniu lokalnych układów i patologii. Zwolennicy zmian podkreślają, że regularna rotacja na stanowiskach wójta czy burmistrza to najlepsze lekarstwo na nepotyzm, kolesiostwo oraz syndrom „zastanego gabinetu”, gdzie nowa energia i świeże spojrzenie na problemy mieszkańców są blokowane przez lata. Zmiana lidera ma być gwarantem transparentności i otwarciem drzwi dla nowych pomysłów, bez obawy o tworzenie się nietykalnych, lokalnych klik.

Co ciekawe, w obozie zwolenników kadencyjności pojawia się jeszcze jeden, znacznie radykalniejszy postulat. Wielu z nich uważa, że obecne przepisy są po prostu niekonsekwentne.

„Skoro ograniczamy czas sprawowania władzy wójtom i burmistrzom, dlaczego te same zasady nie dotyczą innych?” – pytają publicyści i część wyborców.

Według tej argumentacji limit dwóch kadencji powinien zostać wprowadzony na każdym szczeblu władzy w Polsce – począwszy od radnych gminnych i powiatowych, aż po parlamentarzystów: posłów oraz senatorów. Taki krok, zdaniem zwolenników, uzdrowiłby całą polską klasę polityczną, eliminując zjawisko tzw. „wiecznych posłów”, którzy na Wiejskiej w Warszawie zasiadają od dekad, całkowicie tracąc kontakt z rzeczywistością swoich okręgów wyborczych.

A co na ten temat sądzą nasi Czytelnicy? Czy odgórne limity kadencji to potrzebne narzędzie do walki z lokalnymi układami i szansa na świeżą krew w samorządzie? Czy może jednak Warszawa niesłusznie odbiera nam prawo decydowania o losach naszych gmin, a powiat szydłowiecki straci przez to sprawdzonych gospodarzy? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach w naszych social mediach.

Źródła:

  • Ustawa z dnia 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw (wprowadzająca dwukadencyjność).

  • Artykuły prasowe oraz debaty parlamentarne dotyczące dwukadencyjności (styczeń 2026 r.).

  • Oficjalne dane i publikacje na łamach Portalu Samorządowego (w tym analizy Unii Miasteczek Polskich).

  • Dane Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) dotyczące wyborów samorządowych z lat 2018 i 2024.