Nikt, albo nieliczni, nie zastanawiają się, że dużo większe prawdopodobieństwo jest takie, że te wybory po prostu przegrają. 

Jak przegrać tegoroczne wybory samorządowe? Ano zdaje się, że bardzo łatwo. Wystarczy chociażby zapomnieć poprosić wyborców o głos, idąc po niego jak po swój, ale to nie wszystko…

Wielu kandydatów nie docenia konkurencji. Starzy wyjadacze traktują rywali z przymrużeniem oka, gdy są młodzi lub niedoświadczeni. Ci drudzy natomiast myślą, że z łatwością wygrają, bo przecież ludzie na tych samych cały czas głosować nie będą. A przecież z czegoś się te wybory wcześniej brały. 

Można przecenić lub niedocenić lokalne media. Ci, którzy mieli jako takie układy z mediami podczas swojej kadencji, mogą się srogo przejechać, takie układziki raczej zwycięstwa już nie dają. Można również niektórych mediów niedocenić, szczególnie tych niezależnych od władzy, jak również tych internetowych. Te drugie są bardzo niedoceniane przez włodarzy i kandydatów właśnie w takich miastach jak nasze. 

Nowi kandydaci mogą przegrać wybory na starcie nie doceniając lokalnego układu, który w mieście nawiązał się przez lata. Przecież w takiej małej społeczności jak Szydłowiec o takie układy pomiędzy kościołem, urzędem, szkołami, lekarzami czy stowarzyszeniami, nie trudno. Niekiedy taki układ to samo dobro, niekiedy zło, do którego trzeba wyborców przekonać. 

Nie wolno przeceniać dobrej opinii jaka krąży o kandydacie. Opinia to nie wszystko, przecież nie raz bywa tak, że burmistrzem zostaje: alkoholik, kiedyś aresztowany, z zarzutami korupcyjnymi itp. Wygrywa…bo swój chłop! 

Wybory można przegrać,  przeceniając lub niedoceniając znaczenie nowych mediów: Twittera, Facebooka czy Instagramu. Owszem te wygodne i łatwe w obsłudze media skracają drogę pomiędzy kandydatem, a wyborcą, nie zastąpią jednak codziennej pracy. Mimo wszystko nie istniejąc w wymienionych mediach, jest się delikatnie do tyłu.

Przegrać można równiez monotematycznością. Kandydat powinien potrafić powiedzieć w wywiadzie czy podczas debaty ciut więcej niż hasło swojego komitetu i kilka bezsensownych zdań wyuczonych na temat programu. Dziś od kandydata, szczególnie w takim mieście jak Szydłowiec powinno się wymagać więcej. Powinno się wymagać zdania na różne tematy, od tych ważnych i poważnych, po błahostki, po zwykłe życie codzienne miasta i mieszkańców.

Wybory według mnie powinno się też przegrać, gdy kandydat budzi się w ostatniej chwili. Szydłowiec niestety posiada tylko takich kandydatów. Od kilku dni w różnych miastach „lansują” się kandydaci na prezydentów, burmistrzów czy radnych, a w Szydłowcu? cisza…co to oznacza? lenistwo, partactwo, brak pojęcia, niechlujność, arogancja! Nie dopuśćmy do władzy ludzi, którzy nie budowali swojej pozycji w ostatnich latach, ludzi którzy wierzą w siłę bilboardów, w siłę pieniędzy którymi mogą przekupić wyborców lub zainwestować w durne ulotki i zarzucić miasto tonami ulotek i przykryć plakatami. To wszystko jest oczywiście ważne, ale to powinna być tylko przystawka. Głównym daniem, powinien być dialog i to dialog nie w wąskim gronie, gdzieś w salonie swojego domu lub w osiedlowej kańciapie. Dialog przy szerszej publiczności, bo przecież potem nie będziesz drogi kandydacie radnym okręgu, który Cię wybrał, tylko randym całej gminy! i wbij to sobie do głowy!

Szydłowieccy kandydaci nie są przygotowani do nowoczesnej kampanii, ale wina nie leży tylko po ich stronie. Im jest tak po prostu wygodniej, bo do nowoczesnej kampanii wyborczej nie są przygotowani szydłowieccy wyborcy. W Szydłowcu rajcuje nas, odbiór chodnika, koncert lub płyta rockowa, odnowienie kapliczki, włączenie oświetlenia, proszki do prania, długopisy, czy flaszka wódki. Zero myślenia przyszłościowego. Wystarczy nam jakaś marna pomoc doraźna lub obietnice bez pokrycia, że będzie praca, że zbudujemy basen, że będzie turystyka, kolejne supermarkety itd.

To na naszej głupocie, pieniądze zbijają i zbijać będą nasi włodarze miejscy i powiatowi. Chciałbym się mylić.

Marcin Banaszczyk. Nasz Szydłowiec.

Zainspirowany tekstem Eryka Mistewicza.